niedziela, 5 czerwca 2016

Nieistnienie

Pochłania nas rzeczywistość
Wracamy drogą prostą jak kartka papieru
Gubimy się na kartce,
sprawdzamy godzinę
Na zegarku, którego nie mamy

Wracamy tam,
gdzie nie widać nic
A nic widzimy w ciemności pod starym drzewem
Naszkicowanym twardym ołówkiem
W przeszłości
Gniecionym i prasowanym setki razy
Pochowanym na dnie szuflady
W starym mieszkaniu

Jak jest gonić rzeczywistość?
Jak jest widzieć nic na zegarku o byłej godzinie?
Jak jest stać przemokniętym pod papierowym drzewem?
Jak to jest?
Pytam
Nie słyszę odpowiedzi

Gdzie się podziali oni, którzy biegną w bezruchu
I oni, którzy stoją bez pośpiechu
Którzy nie mrugają, gdy deszcz wymachuje rękami
I gdy słowa opadają bezwładnie
Gdzie się podziali oni, którzy milczą, wykrzykując milczenie

Wchłonęła ich rzeczywistość
Płytka jak kartka papieru
Na drodze prostej pozbawionej zegarka

sobota, 28 maja 2016

Powroty/ Las vueltas

Najzabawniejsze jest to, że wszystko wraca. Wraca piłeczka, odbita od stołu pingpongowego. Pies wraca ze spaceru, a kot z nocnych eskapad. Wraca silny ból głowy. Potem wraca uśmiech na twarzy. Wracają wspomnienia, nawet te niechciane, niewspominane przez rok czy dłużej. Wraca stres przed czymś nowym i tym, co robiło się setki razy.
Wracają ludzie. Potrafią przybić piątkę i odejść albo nie powiedzieć ani słowa. I wtedy robi się bałagan, który w końcu zacznie przeszkadzać nawet największemu bałaganiarzowi. Bo nie będzie mógł zrobić kroku do przodu, ani do tyłu. Ani w bok. Gdyby był ptakiem, nie miałby tego problemu. Ptaki mijają problemu bez problemu. Poza tym, na wiosnę i w lecie wieczory są jasne, spędza się je ze znajomymi a nie w samotności. Więc to nie problem. A przynajmniej dla ptaków i ludzi, którzy boją się ciemności.
Swoją drogą podziwiam tych, którzy nie boją się ciemności i zimowych wieczorów. Tych, którzy widzą coś pięknego w jesiennych kałużach. I nie, to nie jest ich własne odbicie. Chociaż czasami, kiedy wracają do mnie ludzie, którym kazałam się wyprowadzić z mojego życia, zastanawiam się czy istnieją ci, których podziwiam. A jeśli tak, to gdzie oni są? 
 --

Lo más divertido es que todo vuelva. Vuelve la pelota rechazada de la mesa de ping pong. El perro vuelve del paseo y el gato de unas expendiciones nocturnas. Vuelve el dolor fuerte. Luego vuelve sonrisa a cara. Vuelven las memorias, también esas que nadie las quiere y nadie las recuerda por el año o por más tiempo. Vuelve el estrés antes de hacer algo nuevo y de las cosas hechas ya diez mil veces.
Vuelven las personas. Son capaces de chocar los cinco y irse o no decir ni una palabra. Entonces se hace un desorden, que por fin empieza a molestar al desordenado más grande... porque no puede dar ni un paso adelante ni atrás. Ni al lado. Si fuera un pájaro, no tendría ese problema. Los pájaros pasan al lado de los problemas sin problema. Y además durnate la primavera y el verano las noches son claras, y se las pasa con amigos y no en soledad. Pues no hay ningún problema. Y por lo menos para los pájaros y para las personas que les da miedo la oscuridad.
Sin embargo admiro a ellos, que no les da miedo la oscuridad y las noches invernales. A ellos, que ven algo precioso en los charcos otoñales. Y no, no es el reflejo suyo. Aunque a veces, cuando vuelven las personas, a las que ordené mudarse de mi vida, pienso... ¿si existen las personas a las que admiro? Y si existen, ¿dónde están?

sobota, 7 maja 2016

Pamięć o zapominaniu/ La memoria del olvido

Mam za dobrą pamięć do zapominania
Pamiętam, że zapomniałam
wyłączyć żelazka dziś rano
Pamiętam, że zapomniałam
wziąć kluczy do domu
Pamiętam, że zapomniałam
zamknąć za sobą drzwi

Pamiętam, że zapomniałam uśmiechnąć się
na do widzenia
I powiedzieć dobranoc na dobranoc

Pamiętam
Kazali mi zapomnieć
Ale mam za dobrą pamięć
do zapominania
 --

Tengo demasiada memoria para olvidar
Recuerdo que he olvidado
Apagar la plancha esta mañana
Recuerdo que he olvidado
Coger las llaves de casa
Recuerdo que he olvidado
Cerrar la puerta detrás de mí

Recuerdo que he olvidado
Sonreírme para “adiós”
Y decir “buenas noches” para buenas noches

Recuerdo
Me han ordenado olvidar
Pero yo
Tengo demasiada memoria
para olvidar

Kształty/ Formas

Człowiek na kształt człowieka
Odciski palców,
Po które nikt nie wraca
Głuche kroki
Przyłapane na śniegu
Uśmiechy i łzy ukryte w pudełkach,
Do których nikt nie zagląda

Człowiek na kształt człowieka
Wspomnienia i tkanki
Zapakowane do tej samej szuflady
Przez pomyłkę
Przez słowa niewypowiedziane
Przez człowieka na kształt człowieka
 --
  
Un hombre en forma de un hombre
Huellas dactilares
Y nadie vuelve para verlas otra vez
Pasos apagados
Trincados en la nieve
Sonrisas y lágrimas escondidas en cajitas
donde nadie mira a propósito

Un hombre en forma de un hombre
Recuerdos y tejidos puestos en el mismo cajón
Por equivocación
Por palabras inenarrables
Por un hombre en forma de un hombre

czwartek, 14 kwietnia 2016

Perfekcjonistka nieidealna


Lubię zasypiać
kiedy budzi się cały świat
Lubię splątane słuchawki
kiedy stoję przy ruchliwej ulicy
Lubię samotne spacery
i włosy szarpane wiatrem
Lubię patrzeć na ludzi
ze szczytu mrowiska i podnóża gór
Lubię patrzeć przez okno
z ósmego piętra
Lubię wychodzić zimą na balkon
w samej koszulce
Lubię posiedzieć na ławce
w parku z nieznajomym
Lubię patrzeć na czubki drzew
i deptać trawę bosymi stopami
Lubię zapach mokrego kretowiska
Lubię panów w garniturach
i niewygodnych, eleganckich butach
Lubię smutne piosenki
kiedy mam dobry humor
Lubię za duże bluzy
zapach męskich perfum
Lubię zapach benzyny
Lubię patrzeć na gwiazdy
i słuchać ciszy przy blasku księżyca
Lubię siadać na parapecie
i rozmyślać, nic więcej

Nie lubię jedynie
uśmiechać się do ludzi
którym pluję w twarz
kiedy nie patrzą

sobota, 9 kwietnia 2016

Dłonie dziewiętnastolatka

I kto by pomyślał,
że te  pomarszczone dłonie
kiedyś były mniejsze od moich
Że dotykały świata,
kiedy mnie jeszcze na nim nie było
Ocierały łzy,
zanim ja
zdążyłam uronić choć jedną
I kto by pomyślał,
że te pomarszczone dłonie
że te obce dłonie,
które codzienne trzymają
tę samą smycz,
prowadząc od lat
tego samego psa,
doprowadzą do łez
prostego człowieka
Kto by pomyślał?
Czy ktoś oprócz mnie,
pomyślałby w ten sposób?
Ah tak, moje dłonie

poniedziałek, 14 marca 2016

Bez tytułu

Każdy człowiek jest wart miłości. Z każdym człowiekiem warto się zaprzyjaźnić. Każdego człowieka warto poznać. Nawet gdy człowiek wydaję się być pustą kartką papieru… czasem pusta kartka papieru jest bardziej inspirująca niż kilkusetstronicowa powieść Sienkiewicza, pełna kwiecistych opisów i porównań homeryckich, których absolutnie nie krytykuję.

Patrząc na pustą kartkę papieru, zastanawiam się, co mogłabym napisać. Jakieś przemyślenia? Wiersz pisany po mojemu? A może piosenkę, o tym jak bardzo mnie zranił czy jak bardzo poprawił mi dzisiaj humor. Patrząc na pustą kartkę papieru, uświadamiam sobie, że powinnam pisać. I mogę napisać, co tylko chcę. Mogę stworzyć własną historię. I jestem na siebie zła, bo ciągle wmawiam sobie, że nie mam czasu. Że muszę czytać „Potop”, chociaż i tak go nie czytam… tylko siedzę nad książką z telefonem i przeglądam tego beznadziejnego Facebooka, bezsensownego Snapchata, Instagrama, który robi ze mnie typową #instagirl. Jestem na siebie zła, bo już od dobrych kilkudziesięciu godzin planuję napisać tekst, którego nie potrafię napisać. I jestem na siebie zła, bo zamiast usiąść i zacząć pisać, zastanawiam się, jak zacząć. Gdybym zawsze zastanawiała się, jak zacząć, przegapiłabym wiele sytuacji… bo każda sytuacja wymaga podejmowania spontanicznych decyzji. Na przykład, gdybym na lekcji u prawdziwych Hiszpanów (jak to kiedyś mówiłam), Hiszpanów, którzy może nie zawsze rozumieją po polsku… zastanawiała się, jak poprawnie zapytać, czy mogę wyjść do toalety… to prędzej czy później… jak by to delikatnie ująć... no wiecie, o co chodzi. A ja do łazienki biegam średnio 2 razy na godzinę.  

Wracając do „Potopu”… chciałam napisać, że nie kwestionuję jego „majstersztunku”… ale coś mi nie pasowało. „Potop” i każda długaśna powieść Sienkiewicza, to  m a j s t e r s z t y k… Osobiście kocham „Quo vadis”… płakałam chyba z osiem razy, czytając… podkreślam c z y t a j ą c „Quo vadis”. Na filmie pewnie też płakałam ze wzruszenia, ale to było dawno i już nie pamiętam. W każdym razie zmierzam do tego, że ludzie coraz częściej doceniają i zauważają wyłącznie majstersztyki… osoby, które znajdują się na przysłowiowym szczycie. Nie widzimy tych, którzy stoją w cieniu i są ubrani na czarno. Nie widzimy tych, którzy nie mają Snapchata, Instagrama. Tych, którzy z Facebooka korzystają, kiedy muszą. Nie widzimy tych, którzy czytają książki, zamiast biegać po galeriach handlowych. Nie widzimy tych, którzy powszechnie uchodzą za nudziarzy i kujonów. Dlaczego ich nie widzimy? Dlaczego nasza otwartość sama wybiera sobie osoby, z którymi chcemy porozmawiać? 

Jesteśmy trochę zepsuci i często nie potrafimy spojrzeć przez lornetkę, żeby przewidzieć skutki, konsekwencje naszych wyborów. Nie jesteśmy tak dalekowzroczni jak Skarga, który w swoich kazaniach sejmowych głosił rychły upadek Polski… Może to zbyt poważny przykład, bo dotyczy przecież zniknięcia naszego kraju z mapy świata na 123 wiosny. Ale chyba czas sobie uświadomić, że nasze niektóre zachowania prowadzą do rychłego upadku pojedynczych ludzi. Dla każdego z nas problem jest czym innym… i każdy z nas w różny sposób radzi sobie z problemem. Więc jeśli nie zwracamy uwagi na ludzi ubranych na czarno… ludzi, którzy są, jacy są… bo mają problem? Bo coś im dolega? To może chociaż nie przyczyniajmy się do pogłębiania tego problemu. Nie przyczyniajmy się do upadku pojedynczych ludzi. Bo każdy z tych pojedynczych, nic nie znaczących dla nas ludzi, dla kogoś może być całym światem. Nie przyczyniajmy się do burzenia świata tych ludzi… i ludzi, dla których ci ludzie są całym światem. Proszę.